Poniedziałek, 26 czerwca 2017. Imieniny Jana, Pauliny, Rudolfiny

Tytan w środku tabeli. Sukces czy porażka?

2016-12-17 21:49:44 (ost. akt: 2017-05-05 21:55:31)

Autor zdjęcia: Kamil Kierzkowski

- Oczekiwaliśmy więcej. Satysfakcji z 4. lokaty nie ma, ale i nie jesteśmy też nią załamani - mówi trener Mariusz Kragiel. Szkoleniowiec b-klasowego Tytana Łankiejmy - w rozmowie z Kamilem Kierzkowskim - opowiada o obecnej kondycji klubu oraz ocenia szanse, jakie jego drużyna ma w tym roku na awans.

— Złapałem Pana chwilę po konferencji. Coś związanego ze sportem?
— Tak, właśnie wróciłem z Olecka, gdzie przeprowadzane były 2-dniowe szkolenia dla trenerów. Sporo nowinek technicznych, świeżych pomysłów na trenowanie zawodników... Było warto. W końcu każdy z trenerów musi stale się doszkalać, również m.in. dlatego, by utrzymać licencję trenerską.

— W Tytanie jest Pan nie tylko trenerem, ale i zawodnikiem. Brak możliwości spojrzenia "z dystansu" na mecz mało kiedy przynosi dobre efekty...
— Teoretycznie tak, bo jestem oczywiście zgłoszony jako zawodnik. Raczej jednak pomagam, niż gram bezpośrednio na murawie, bo pojawiłem się na niej w tym sezonie zaledwie 3 razy. Gram po prostu wtedy, kiedy muszę, np. gdy wynika to z braków kadrowych. Jeśli jednak mamy komplet zawodników, to wolę analizować mecz z ławki trenerskiej, bo daje to lepsze rezultaty...

— ...rezultaty: 4. miejsce po rundzie jesiennej. Sukces, porażka?
— Nie podchodziłbym do tego w tych kategoriach. Znajdujemy się w samym środku tabeli, a zakładaliśmy pierwszą trójkę. Nie jest to ani sukces, ani porażka. Mam świadomość, że możliwości są dużo większe. Oczekiwaliśmy więcej. Satysfakcji z 4. lokaty nie ma, ale i nie jesteśmy też nią załamani.

— Usatysfakcjonowani możecie być natomiast z ofensywy. Zdobyliście 28 bramek, czyli dokładnie tyle ile liderzy: Banie Mazurskie.
— Dużą zasługę w tym ma świetnie spisująca się ostatnimi czasy linia pomocy, czego dobrym przykładem jest np. Krystian Fedczak, który robi świetną robotę w środku pola. Bardzo solidnie działają również chłopaki na skrzydłach, a i nie sposób pominąć naszego najlepszego strzelca - Marka Bednarczyka, który dotychczas zdobył 7 bramek. Sukces ofensywy to jednak solidna współpraca zespołu....

— ...z tą współpracą natomiast musi iść nieco gorzej w defensywie. Porównując znów do bilansu liderów: straciliście prawie 3-krotnie więcej bramek.
— Nasz problem z defensywą polega na tym, że praktycznie co mecz musimy stosować inne ustawienia. Braki kadrowe zmuszają nas do przetasowań i szukania stale nowych rozwiązań. Dla przykładu - dwa fundamenty linii obrony: Marcin Bielski i Andrzej Piróg... Z reguły obowiązki zawodowe czy rodzinne sprawiają, że brak albo jednego, albo drugiego. Nie tylko nie dysponujemy więc optymalnym składem, ale i nie mamy szans ogrania się w danym zestawieniu. To natomiast skutkuje częstymi nieporozumieniami i błędami, które z kolei przekładają się na stracone bramki.

— Brak dyspozycyjności zawodników to dość częsty problem niższych lig. Jak poważny kłopot sprawia to Tytanowi?
— W klasie B to niestety norma, przyznaję. Oczywiście jednak nie można nikogo za to winić, bo na tym szczeblu piłkarze nie otrzymują wynagrodzenia finansowego za swoją grę. Każdy robi to dla przyjemności, z pasji do futbolu. Wiadomo więc, że na pierwszym planie u nich stawiana jest praca, sprawy rodzinne, wyjazdy... Często również zagraniczne. Chcielibyśmy, by na treningach czy meczach stawiali się wszyscy, ale realia są takie, że z reguły brak zawsze ok. 4 zawodników. Oczywiście nie liczę już tych, którzy zrezygnowali po pierwszych dwóch, trzech meczach...

— Dużo jest takich przypadków?
— Gdy zaczynaliśmy sezon, zgłosiłem 24 zawodników. Każdy zadeklarował chęć walki w barwach Tytana. Około 3-4 dość szybko przestało się jednak pojawiać... Cóż. Nie mam na to wpływu. Możemy zaproponować świetną zabawę, możliwość gry, ale niestety nie wynagrodzenie.

— Zdarzyło się kiedyś, że na treningu... nie było kogo trenować?
— Nie, aż tak źle nie jest (śmiech). Nie jest łatwo, ale tym bardziej dziękuję chłopakom za zaangażowanie i serce, które poświęcają grze i klubowi. Bardzo ich cenię za to, że często po pracy - zamiast położyć się w domu i odpoczywać - biorą torbę i zasuwają na trening albo na mecz. Nie każdy ma tyle zacięcia. Zwłaszcza, że piłkarzy z samych Łankiejm mamy stosunkowo niewielu. Reszta pochodzi z najróżniejszych miejsc gminy, samych Korsz czy Kętrzyna... Tym ostatnim naturalnie znacznie trudniej stawiać się np. na treningach, bo muszą dodatkowo pokonać ładnych kilka kilometrów.

— Ilu dokładnie macie zawodników z Łankiejm?
— Jeśli dobrze liczę, to 5.

— Co ma w sobie Tytan, dość niewielki klub, że ściągają do niego piłkarze z innych miast?
— Wprawdzie nie mi to oceniać, ale myślę, że po prostu dobra atmosfera. W szatni, na boisku jak i poza nim jesteśmy dobrymi kumplami. Nie każdy zespół - choćby i z Ekstraklasy - ma taki luksus.

— Na czym skupicie się podczas treningów w przerwie zimowej?
— Z treningami ruszamy pod koniec stycznia lub na początku lutego. Chcę dać chłopakom odpocząć. Wiem jednak, że formę i tak będą podtrzymywali na bieżąco, bo wielu z nich zadeklarowało udział w okolicznych ligach halowych, jak np. w Reszlu, Barcianach czy Kętrzynie. Skupimy się na pewno na budowaniu wytrzymałości i siły, a jeśli unormuje się choć trochę sytuacja kadrowa, to naturalnie i na zgraniu całej drużyny. Oczywiście - jak co roku - część pewnie odejdzie zmuszona kwestiami osobistymi czy zawodowymi, ale dojdą nowi...

— ...są już jakieś konkrety dotyczące wzmocnień na rundę wiosenną?
— Rozmawiałem już z kilkoma zawodnikami, w tym dwoma solidnymi z okolic Łankiejm, co cieszy mnie szczególnie, bo chcę, by w Tytanie grało również więcej miejscowych. Na tym szczeblu o wzmocnienia jest bardzo trudno. Rozmawialiśmy o tym z innymi trenerami m.in. na wspomnianej wcześniej konferencji. Wiele drużyn miało problem z zebraniem ludzi do grania, a część z nich w ogóle upadła, bo nie była w stanie wystawić składu. Niestety - młodzi coraz mniej garną się do sportu. Prawdziwe boisko przegrywa z wirtualną murawą. Na treningu czy meczu trzeba się zmęczyć, można się pobrudzić, dodatkowy obowiązek... Grając w piłkę nożną na komputerze takich problemów nie ma. Tylko czy aby o to w tym wszystkim chodzi?

— W meczu ostatniej kolejki mieliście zmierzyć się z Orkanem Sątopy Samulewo. Do meczu jednak nie doszło.
— Czekaliśmy z decyzją praktycznie do ostatniej chwili. Wszystko wiązało się ze stanem murawy. Na nieszczęście dosłownie 1-2 dni przed meczem się rozpadało, co sprawiło, że znajdujące się w kiepskim stanie boisko błyskawicznie zamieniło się w wielką kałużę. Musiałem zrobić dokumentację, przesłałem ją do władz W-MZPN. Nie było innej możliwości rozegrania meczu, więc został przełożony na rundę wiosenną.

— W pozostałych ligach znany jest już "rozkład jazdy" rundy wiosennej. W b-klasie wciąż jednak wielka niewiadoma.
— Sam nie mam pojęcia jak to się rozwiąże. Władze związku mają z pewnością trudny orzech do zgryzienia. Zapowiada się sporo spotkań na wiosnę, napięty grafik, a drużyny mają także zaległe spotkania. Na to wszystko nakłada się kolejna niewiadoma w postaci zimy, która nie wiadomo kiedy umożliwi nam wznowienie gry. Trzymamy rękę na pulsie, bo grafik wiosenny ma duży wpływ na przygotowania, sparingi...

—...wiecie już z kim będziecie grać w cyklu przygotowawczym?
— Wiadomo, że wyższe ligi niezbyt garną się do meczów sparingowych z niższymi. Kilka rozmów na ten temat już jednak odbyłem, więc na grze z b-klasowcami się nie skończy. Konkretów jeszcze podać nie mogę, grafiku nie mamy, ale problemów nie przewiduję, bo chętnych nie brakuje. Jedyny kłopot pojawi się, gdy będziemy musieli je rozgrywać na sztucznej murawie: za boisko w końcu trzeba zapłacić, a to koszt, na który w kasie klubu obecnie zbyt wielu środków nie ma.

— Pustki w kasie Tytana?
— Wystarczyło nam środków, by dograć rozgrywki jesienne do końca. Naszym głównym sponsorem jest gmina Korsze. Na chwilę obecną istniejemy więc głównie dzięki przychylności ze strony burmistrza Korsz, działaczy zarządu klubu, sołtysa Łankiejm oraz pani dyrektor Zespołu Szkół w Łankiejmach. Są to osoby, którym na sporcie bardzo zależy. Musimy się też pochwalić, że w tym roku uzyskaliśmy dość ładną sumę z odpisu "1 procenta". Dzięki darczyńcom mogliśmy dofinansować buty zawodnikom oraz zakupić nowe stroje czy piłki. Owe fundusze i praca własna pozwala nam czerpać radość z grania i organizować mieszkańcom widowiska sportowe. Dodatkowo: co roku - jak inne kluby - składamy oferty na prowadzenie drużyny. Mamy nadzieję, że i w tym roku uda nam się coś wywalczyć. Zwłaszcza, że po wprowadzonych przez W-MZPN zmianach koszta wyraźnie wzrosną...

— Mówi Pan o przejściu na tzw. "system szkocki"?
— Dokładnie, a przekłada się to m.in. na to, że rozegramy znacznie więcej meczów. W tamtym roku było ich 18, w tym sezonie będą już 24. A spotkania to przecież wyjazdy, często dalekie - od 80 do 120 km. To dość spore odległości jak na b-klasę, a niestety wynajęcie autobusu to dla małego klubu i dość spore obciążenie. Mam jednak nadzieję, że wspólnymi siłami - z miejscowymi włodarzami, zarządem klubu i zawodnikami - uda nam się tak wszystko poukładać, by Łankiejmy miały szansę wciąż cieszyć dobrą piłką nożną.

— Tak szczerze: myślicie, że awans leży w Waszym zasięgu?
— Mogę zapewnić, że będziemy grali o miejsce w ścisłej czołówce. Nie chcę rzucać wielkich słów o awansie, bo mamy świadomość, że konkurencja jest naprawdę silna. Chcemy więc zająć po prostu jak najwyższe miejsce w lidze.

Rozmawiał: Kamil Kierzkowski
Polub nas na Facebooku:

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages