Korsze mają szczęście do inwestorów

2017-05-01 16:49:43(ost. akt: 2017-05-01 16:54:41)
— Wbrew pozorom w budżecie na 2017 rok planujemy kilkanaście milionów na inwestycje. Sytuację finansową poprawiły nam zdecydowanie większe podatki od elektrowni wiatrowych — mówi Ryszard Ostrowski. Z burmistrzem Korsz rozmawiamy o planach gminy, nowych inwestycjach, a także o tym, dlaczego rozwój nie zawsze jest możliwy.
Jak oceniłby Pan te pierwsze miesiące funkcjonowania hali widowiskowo-sportowej?
— W tej materii zapewne więcej miałby do powiedzenia kierownik hali, ale z tego co do mnie dociera - ta inwestycja ma się dobrze. Od strony finansowej możemy się pochwalić dochodami rzędu 20 tys. zł miesięcznie. Tak było w marcu. W tej chwili halą zarządza spółka, ale takie są wymogi. Ceny na poszczególne usługi są, moim zdaniem, akceptowalne. Tym bardziej, że w zdecydowanej większości z hali korzystają szkoły, a zatem szkoła podstawowa i - jeszcze - gimnazjum. Wiem też, że z naszym usług korzystają sołectwa, kluby sportowe, jak również Szkoła Podstawowa w Sątocznie, która nie posiada w ogóle sali gimnastycznej.
Ludzie powoli przyzwyczajają się do tego obiektu. Już teraz mają świadomość, że mogą pograć np. w tenisa czy skorzystać z siłowni. Być może trochę za mało jest jeszcze gier zespołowych, ale ten proces musi się zaczynać już w szkołach. Wierzę, że w przyszłości będziemy mieli swoje drużyny w rozgrywkach piłki ręcznej, siatkówki czy koszykówki.

To jedna z największych, jeśli nie największa inwestycja za czasów Pańskich rządów.
— Największa jeśli chodzi o wysokość inwestycji. To zadanie „chodziło za mną” od samego początku. Podkreślałem to zresztą w każdym swoim programie wyborczym. Z różnych powodów nie udało się tego zrealizować wcześniej, ale nie wszystko zależy od burmistrza. Z drugiej strony to dobrze, że radni także mają czasem coś do powiedzenia. W trakcie pierwszej mojej kadencji nie było klimatu na wybudowanie tej hali i myślę, że teraz też bym tego nie zrealizował. Projekt powstał w latach 2010-2014, czyli za czasów kiedy miałem tzw. większość w radzie.

Pozostawmy jednak tę inwestycję, ponieważ na swoja realizację czekają kolejne.
— Nie ustajemy w swoich pracach, chociaż łatwo nie jest. Nasze województwo jest jednym z biedniejszych regionów nie tylko w Polsce, ale w całej Unii Europejskiej. Jednak robimy co możemy. Na ten rok zaplanowaliśmy kilka remontów dróg. W mieście dwie inwestycje i cztery - być może nawet pięć - w terenie wiejskim. Chcemy kontynuować poprawę nawierzchni naszych dróg. Do tego dochodzi nasza największa inwestycja, na 8 mln zł, związana z termomodernizacją budynków oświatowych. Wniosek został już złożony u marszałka województwa warmińsko-mazurskiego. Inwestycja obejmuje trzy szkoły i przedszkole. Są to obiekty w Garbnie, Łankiejmach i Korszach. Planujemy zastosowanie fotowoltaiki i pompy ciepła. Chodzi też o to, by obiekty te były tanie w utrzymaniu. Bo jednak wciąż do oświaty dużo dokładamy. Wiąże się to oczywiście z małą ilością dzieci. Są takie oddziały, gdzie mamy po 7-8 uczniów. Większa ilość dzieci w klasach na pewno pozwoliłaby nam na większy komfort finansowy.

Plany dość odważne.
— Wbrew pozorom w budżecie na 2017 rok planujemy kilkanaście milionów na inwestycje. Sytuację finansową poprawiły nam zdecydowanie większe podatki od elektrowni wiatrowych. Jest to wzrost blisko trzykrotny. Do tej pory z tego tytułu wpływały do nas podatki w wysokości blisko 2,5 mln złotych, teraz to jest ok. 600 tys. miesięcznie. To poważny wzrost, dlatego możemy sobie pozwolić na tak duże inwestycje, oczywiście z udziałem środków zewnętrznych.
Potrzeb jest naprawdę dużo. To też trochę „moja wina”, bo zależało mi na tym, by mieszkańcy Korsz i całej gminy mogli żyć inaczej. To ciągle nie jest łatwe zadanie, bo sytuacja ekonomiczna naszego regionu jest ciężka. Wiatraki na pewno były dla nas trafną inwestycją. Szkoda tylko, że to całe zamieszanie z Zakładem Recyklingu Akumulatorów odstraszyło innych inwestorów.

Może trzeba to przeczekać? W końcu ta słynna „walka z wiatrakami” też po jakimś czasie ustała.
— Niestety są ludzie, którzy perfidnie to wykorzystują. Mówię tu szczególnie o panu, który w czasie swojej krótkiej kadencji na fotelu burmistrza głównie zajmował się kierowaniem sprawy do prokuratury i do sądu na swojego poprzednika. Tacy ludzie nie budują, oni potrafią tylko niszczyć. Łatwiej jest niszczyć jak budować. Przy budowaniu łatwiej też tzw. opozycji o krytykę. Dzięki takim działaniom ta gmina wyhamowała w rozwoju. Mieliśmy przecież sprzedaną działkę, na której miała powstać fabryka budowy turbin do elektrowni wodnych. Zbyt na całą Europę. Kiedy ten bałagan z Zakładem Recyklingu Akumulatorów się zaczął - inwestor się wycofał. A byłoby miejsce pracy dla ok. 40 spawaczy. Naprawdę nie jest moją winą, że ktoś sobie wymyślił, że gmina może żyć z turystyki. Według mnie to tylko mit.

Nie tylko to chyba Wam przeszkadza w rozwoju. Był np. pomysł na rozbudowę farmy wiatraków.
— Firma ma już pozwolenie na budowę 16 dodatkowych turbin wiatrowych. Ale zmiany, które wprowadził obecny parlament w ustawie spowodowały, że inwestor wstrzymał się z pracami. Zobaczymy co będzie dalej. Na pewno byłoby to kolejne wsparcie naszego lokalnego budżetu.

A co z fermą trzody chlewnej?
— Ten projekt wciąż jest przygotowywany. Potrzeba jest jednak zmiana planu zagospodarowania przestrzennego. Wierzę, że ta inwestycja zakończy się pozytywnie. Trzeba w ogóle przyznać, że Korsze mają szczęście do inwestorów, ale cały czas nad nami ciąży ta sprawa z Zakładem Recyklingu Akumulatorów. Nie mamy argumentów w postaci jezior, agroturystyki, dlatego musimy stawiać na przemysł lub hodowlę. Przykładem mogą tu być choćby gminy Iława, Ostróda lub Lubawa. Tam nie ma problemu z bezrobociem.

Tyle, że społeczeństwo lokalne wydaje się z tym nie zgadzać.
— Część społeczeństwa jest trochę niewyedukowana i zbytnio daje się zmanipulować. Kiedyś były trzy filary, na których gmina funkcjonowała. One po transformacji ustrojowej zostały jednak zlikwidowane. Tym bardziej powinniśmy postawić na nowe wyzwania. Wcześniej pracę setkom mieszkańcom z terenów gminy dawała kolej, dawały też sieci rybackie i duże gospodarstwa rolne. Teraz niemal pojedyncze osoby tam pracują. I w tej całej niekorzystnej w sumie dla gminy sytuacji znalazł się jeden negatywny przywódca, który chciał się chyba zemścić za skuteczne referendum. I w pewnym stopniu on ten cel osiągnął, dzieląc ludzi. My jednak nie narzekamy i nie poddajemy się. Jest jeszcze wiele spraw, które wymagają naszej ciężkiej pracy, bo chcemy, by nasza gmina parła do przodu.

Dziękujemy za rozmowę.


2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5